Dziś po ostatnim deszczu nie było już śladu.
Jedynie nos Misia wyczuwał w powietrzu piękny, wilgotny zapach roślin, które cudnie wyglądały w słońcu. Mama Misia, patrząc na drzewa, uśmiechnęła się i powiedziała:
Spójrz, Misiu, te gałęzie wyglądają jak panny czekające na bal w swoich podeszczowych brylantach.
Brylantach? zapytał zdziwiony Miś.
Mamo, ja tu żadnych brylantów nie widzę.
Mama roześmiała się ciepło:
Spójrz na te krople wody, które jeszcze wiszą na listkach. W słońcu lśnią dokładnie tak samo jak najprawdziwsze klejnoty.
Miś uśmiechnął się do mamy i przytulił się do niej mocno.
Mamo, ja Ci dziś nie przyniosę brylantów, ale za to obiecuję, że nałowię Ci dużo ryb!
Z tym postanowieniem Miś dotarł nad jezioro.
Miał wszystko, o czym marzył: plecak pełen skarbów, wodę szumiącą przy brzegu i czas tylko dla siebie. Jednak w tej sielskiej scenerii miś wciąż czuł, że to jeszcze nie ten moment. Czekał na tatę i na ich wielką, męską wyprawę. Czuł jednak lekkie ukłucie niepokoju. Co, jeśli ryby nie będą chciały współpracować? Co, jeśli wiaderko pozostanie puste?
Mama, widząc jego niepokój, przykucnęła obok.
Wiesz synku ? szepnęła, nawet jeśli żadna rybka nie przypłynie na kolację, to wcale nie będzie porażka. Najważniejszą zdobyczą tej wyprawy nie jest ryba, ale czas, który spędzisz z tatą. Przecież tata tak ciężko pracuje i rzadko ma chwilę tylko dla Ciebie. To właśnie ten wspólny czas na łódce, Wasze rozmowy i cisza nad wodą, są najcenniejszym skarbem, który przywieziesz do domu. Miś spojrzał na mamę i zrozumiał. Odetchnął z ulgą, choć zegarek na jego łapce nadal wydawał się być wyjątkowo powolny. Chcąc umilić sobie to mozolne oczekiwanie, wymyślił zabawę. Zaczął patrzeć w niebo i zgadywać, co przypominają kształtem przepływające chmury. Gdy tak obserwował puszyste obłoki, czas jakby przyspieszył, wystarczyło kilka chmurek, a tuż obok pojawił się tata!
Widzisz – powiedział tata, gdy Miś opowiedział mu o swojej zabawie. Czekanie też ma swoje uroki, jeśli tylko potrafi się je dostrzec.
Kiedy w końcu wypłynęli na środek jeziora, Miś siedział dumnie w kapoku, a jego wzrok był przykuty do spławika. Nagle – hop! Spławik zanurkował głęboko. Miś szarpnął wędkę z całej siły, ale… chrup! Żyłka pękła, spławik odpłynął, a piękna ryba machnęła ogonem i zniknęła w głębinie. Miś poczuł ogromne rozczarowanie i łzy zakręciły mu się w oczach.

Tata położył mu dłoń na ramieniu.
Wiesz, Misiu, też kiedyś przeżyłem coś takiego. Złowiłem ogromną rybę, ale była tak silna, że pociągnęła mnie razem z wędką prosto do wody!
I co? Byłeś zły? zapytał zdziwiony Miś.
Byłem, przyznał tata, ale wtedy mój tata wyciągnął mnie na łódkę i opowiedział mi dokładnie taką samą historię, która przydarzyła się jemu. I już nie martwiłem się rybami. Zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim, ciesząc się ciszą jeziora i tym, że jesteśmy razem. Zrozumiałem, że to wspomnienie, które zostanie w naszych głowach na zawsze, jest ważniejsze niż jakakolwiek ryba. Kiedyś Ty opowiesz tę historię swoim dzieciom.
Miś uśmiechnął się szeroko.
Skoro teraz czekamy na złowienie ryby, to połóżmy się na łódce i pooglądajmy chmury, zaproponował.
Tata kiwnął głową i zaśmiał się. Może na niebie pojawi się wieloryb albo ogromny sum. A jak niczego nie złowimy, to mama i tak przygotowała koszyk pełen pyszności. Na pewno się najemy.
